HORABIK ubezpieczenia - Mecenas Kultury i Sportu
www.horabik.pl
Burak

Burak

(burak cukrowy –Beta vulgaris)…

 

Inwokacja

 

Mój buraku, mój wieśniaku,
Co ja piszę, co powiedzą?
Wiesz, też żyłem, tak daleko
Za siódmą rzeką i miedzą…

A znam ludzi, tuż pod miedzą…
Tych, co to najlepiej wiedzą.
To, co widzą – to i wiedzą.
A co wiedzą – to powiedzą!

Czym buraki dla nas były?
Na to niewielu odpowie…
Też złościły i żywiły.
Ciężką pracą… oczkiem w głowie…

Oj, buraku! Ty, – buraku
Dlaczego, o tobie piszę?
Bo żyć z tobą było trudno,
A bez ciebie jeszcze trudniej.

Tyś pośród żyta i prosa,
Jęczmienia, złotych rzepaków,
Drżącego na wietrze owsa
Najmocniej wiązał chłopaków!

Czy mniej ważne były plony?
Pszenicy ozimej, jarej?
Grochu, kminku, marchwi, siana,
I łubinu nad kolana.

Len, kapusta i peluszka,
Mak, ziemniaki i pietruszka,
Koniczyny, saradele…
Nie żądały, aż tak wiele…

Zabierałeś nam wakacje,
Wiosnę, jesień i kolacje.
Słodkie życie obiecałeś
Do roboty ciągle gnałeś…

kolejny wiosenny dzień
małego Władka

Dużo was, buraki, rośnie…
Chyba z tysiąc jak ta rzeka…
Wyglądamy aż tak groźnie?
Cała armia, nas tu czeka…

Gdzie przychodzisz, od miesięcy,
Jest nas ponad sto tysięcy.
Każdy z nas ma korzeń jeden,
A liści więcej niż siedem.

Mamo, jak ja to policzę?
Pomóż! Wciąż na Ciebie liczę!
Liści będzie chyba milion,
Gdy dzieci jesienią przyjdą.

Tyle dla nich zrobić trzeba.
Ta harówka – szlak do nieba.
Mama pięknie opowiada,
Z Biblii, Wschodu i o gadach.

Kiedy ranne wstają zorze
Tobie ziemia, Tobie morze.
Ciebie chwali żywioł wszelki
Bądź pochwalon Boże Wielki…

Władku, synku, jesteś z boku!
Wandzia, ciebie znów wyprzedza.
Jeszcze ze czterdzieści kroków,
Ze śniadaniem czeka miedza

Puste kiszki marsza grają.
Jak się wezmę – będę pierwszy!
Skrzydeł dostaję przed miedzą.
Tam dzieciaki smacznie zjedzą.

Szczypiorek na pysznym chlebie,
Masło od naszej Krasuli.
Jajko od największej kury,
Kawa słodka dziś, jak w niebie…

Rusz się Władku, rusz za nami,
Słońce idzie coraz wyżej…
Tyle pola jest przed nami.
Trzeba hakać, pielić, hakać…

Ty buraku, ty zielony
Czemu, ciągle mnie tu ciągniesz?
Tyle zabaw wymarzonych,
Wiele do czytania książek…

Wiesz, że zabawa i draka
Nie najlepsza… dla buraka.
Wolność, piękno, dla chłopaków
Co nie mają pól buraków.

Takie proste, takie łatwe
Czy ja często na to wpadam?
Pewnie, że ze siostrą gadam,
A nie mówi – będzie łatwo…

Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki.

Rozlega się pieśń majowa…
Tu słońcem rozgrzana głowa.
Gdzie te zimne są źródełka?
Z żalem na Marysię zerkam…

Gdzie strumyki, gdzie gaiki?
Spalone plecy, ramiona!
Upał straszny, wnet tu skonam…
Powędrujmy nad strumyki…

Wiesz, jak Mojżesz szukał wody,
Szukał pastwisk i ochłody.
Wspomnij także i Jonasza…
Jak skończymy, będzie kasza…

Ta cukrówa taka duża,
Liście w słońcu oklapnięte.
Czy nie lepiej jest, buraku,
Rosnąć w cieniu, życie święte?

Potrzebuję ja wilgoci,
Słonka, co najdłużej świeci.
Im dłużej tu będę rosnąć,
Więcej cukru dam dla dzieci.

Czego jeszcze ci potrzeba?
Ciekawy chłopak zapyta.
Ziemi żyznej, nie pastwiska.
Daj najlepsze stanowiska…

Bogata, od chwastów wolna,
Wysoka kultura rolna
Gleba klasy, jeden – cztery,
I roboty od cholery.

Potrzebuję obornika.
Nie chcę jednak nic z kurnika.
A gdy ziemię masz ubogą,
Siej saletrę bardzo drogą.

W nagrodę za ciężką pracę,
Sacharozą ci zapłacę
Ze czterdzieści ton korzeni.
Dobry procent – życie zmieni!

Zostawię świetne wysłodki.
Będzie pasza, pierwsza klasa.
Liści będzie wiele wozów.
Kiszonki dla bydła zrobisz.

Zrobią ze mnie bombonierki,
Cytrynowy kwas, cukierki,
Glicerynę także chałwę.
I to ja Ci słodzę kawę.

Mama wnet zawoła zgraję,
Na placek, kompocik z wiśni.
Ja słodkości tobie daję,
Mnie zabraknie – będziesz sny śnić…

Mamo, skończmy, bocian leci.
Jutro też słoneczko wstanie…
Bardzo chętnie, moje dzieci.
Za dużo pracy zostanie.

Bociek, bociek, kiszka;
Przynieś nam braciszka!
………

……i siostrzyczkę…..

Odlatuje do sąsiada…
Tam klekoce, coś tam gada.
Może u nich się urodzi…
Władek smętny w rzędach chodzi.

Dzieci rodzą się w kapuście.
Wiem jak rodzą się źrebaki.
A skąd biorą się buraki?
Kury, drzewa i ziemniaki?

Książka – to jest coś… wspaniałe!
Tam są bajki doskonałe!
Tam ciekawe bitwy widzisz,
Afrykę i Kraków zwiedzisz.

W nich jest przyjaźń, szabla, miłość,
Piękne zamki, przeszłość, przyszłość.
Mój dbający przyjacielu!
Daj mi książkę jedną z wielu!

Książka- to wyrazy, słowa,
Potrzebna jest mądra głowa.
By obrazy pięknie żyły,
Wyobraźni, trzeba miły.

A ja nie mam wyobraźni.
Czuję, gdy mnie robak drażni!
Ja zaś ciągle ją bogacę,
Czytam, a ze śmiechu płaczę!

Do lasu wędruję, piszę,
Słucham śpiewu kosa, pliszek.
Żeglarzem, rycerzem, bywam;
Szczyty Królewny zdobywam.

Podróżuję do Afryki,
Przewiozę worek papryki,
Często zaglądam do nieba,
Głodnemu dam kromkę chleba.

Nad rzekami samolotem
Ratuję dziewczynę z kotem.
Profesorem jestem znanym,
I strażakiem wyczekanym.

A w burakach czas stracony,
Tu nic nie ma ciekawego,
Tu jest nudno mój kolego!
Jestem na was obrażony.

Nie miej żalu do buraków!
Burak też cię nie obrazi…
Spróbuj na to spojrzeć sercem.
Wyobraźni użyj więcej.

Będziesz czuł przez wiele lat,
Jak bogaty jest twój świat,
Wspomnisz, rzuciłem buraka,
Wręcz kopnąłem cię, biedaka.

Na pastwisku przy ognisku
Pół wioski chłopaków siedzi.
Tacy wielcy, mocni w pysku,
Jeden pcha, drugi go śledzi.

Pyszne ziemniaki zjedzone,
Bieg, zabawy nieskończone…
Już kończą biesiadowanie,
Dzisiaj znów Władek zostanie.

Ognisko zasypię piaskiem,
Kamień czy buraka rzucę…
Wszystko zakopię przed brzaskiem,
Jutro znowu tu powrócę.

Nazajutrz, gdy słonko błysło,
Ognisko na myśl mi przyszło…
Czy nie powstał jakiś pożar?
Bezpieczeństwo, ważny dozór!

Czarny spękany kawałek,
Najwspanialszy, dziś posiłek.
Z buraka upieczonego
Rajsko smacznego, pysznego…

Czym, ty będziesz mój buraku?
Czym, ty jesteś mój biedaku?
Co ty dasz dla ludzi, świata?
Czemu mam się z tobą bratać?

Z twojej pracy, deszczu, słońca,
Z ziemi, też dużo wyciągam.
Dwadzieścia procent cukru dam,
Pod chmurką fabrykę mam.

Władku, dołącz! Gdzie znów błądzisz?
Musisz szybciej w rządkach rządzić!
Błyskawice już na niebie!
Burza dorwie nas i ciebie…

W domu chwila strachu, burzy…
Książka, Władek oczy mruży.
Te gumiaki są za duże!
A jak przejdziesz przez kałuże?

Kto deszcze, burze wymyśla?
Grad stłukł liście, woda zmyje…
Jeśli coś cię nie zabije;
Uczynić może mocniejszym…

Woda rwie jak bystra rzeka!
Masę rzędów zamuliła,
Wiele buraków wyrwała…
Nie będę już z tamą czekał!

Rączki małe, szpadle duże,
Wypuścimy stąd kałuże.
Zbudujemy sztuczne stawki
Dla Wiesia, całej gromadki!

Słońce teraz miło grzeje,
Kogut zachwycony pieje.
Mama mówi…Pan Bóg…potem…
Nie będzie karał potopem…

Popatrz jak ciągnie od stawka,
Tęcza barwna w łuk wygięta…
To wstęga przymierza święta!
Niebo znaczy aż do Klawka!

 

parę pytań,
wiele par

Czym są ładne bajki, wiersze?
Za sześćdziesiąt lat odpowiesz,
Że to zadawanie pytań.
Ale tam tak mało pytań.

Bo tam mądre odpowiedzi,
Ładne w formie, piękne w treści.
Odpowiedź chcesz mądrą podać,
Pytania ktoś musi zadać.

A w poezji jest inaczej?
Jest tak samo, bardziej w parach.
W jakich parach? Tak, jak w świecie?
W parach rymów oraz rytmów!

Więc w muzyce i w obrazach
Też mam par i pytań szukać?
Świat, natura jest pytaniem,
I par wiecznym dobieraniem.

No to, po co straszne wojny?
Bo to też z pytań się rodzi.
Walka w sobie ma pytanie.
Walka, o par dobieranie!

A tak prościej, mój Kompanie?
Forma i opakowanie.
Ile, jakich pytań zadasz,
Odpowiedzi się doczekasz.

Na odpowiedź ja mam czekać?
Nie chcę pytań głupich dawać!
Sam odpowiedz, znowu pytaj,
Odpowiedzi szukaj, pytaj…

Czego, pytam, chcesz buraku?
Jeść…pić…słodko żyć…
Jeść…pić…cukrem tyć…
Jeść…pić…jeść…pić…

To potrzeby masz niewielkie!
Dla mnie wielkie, bardzo wielkie!
Wyciągam do słońca liście,
Czekam tu na twoje przyjście.

Usuń chwasty, porusz ziemię,
Głęboko wejdę korzeniem!
Kilometry ich rozpuszczę…
Jeść i pić…słodko tyć…jeść…pić…

Wieczorem

„Zachodź, że słoneczko,
Skoro masz zachodzić!”
Bo mnie nóżki bolą,
w burakach wciąż chodzić!

Zachodzi słońce czerwone,
W polu dziś prace skończone.
Uklęknijmy do pacierza,
Nim dojdzie na stół wieczerza.

Wybawieniem…tyś…człowieka…
Spada już jedna powieka…
Zdrowaś Mario…nowa…
spada już na piersi głowa.

Kto nauczył Ciebie, Mamo,
Gotować takie zacierki?
Na kolację, także rano?
Głód i bieda…Poniewierki…

Wszystkie nasze dzienne sprawy
Przyjm litośnie Boże prawy.
A gdy będziem zasypiali,
Niech Cię nawet sen nasz chwali.

jesień w polu…
nauka…praca…płaca…

Aleś ty, buraku, wyrósł!
Ponad wszystkie rządki przerósł!
Korzeń taki wielki, gruby.
Obok rżyska dywan długi.

Zboża ścięte z pól zwiezione,
Wymłócone, wyczyszczone…
Oziminy już szpilkują…
Ptaki od nas odlatują…

Na buraki czas nadchodzi,
Pogadajmy chwilkę małą.
Jakżeś długo nie przychodził.
Opowiedz historię całą.

Czas wolności dla mnie nastał,
Miałem wolne od buraków.
Klasę zakończyłem pięknie,
Żadnej żaby się nie zlęknę!

Jestem duży i najlepszy!
I z pieniędzmi się polepszy,
Wszyscy dokoła mówili,
Że za pracę ci płacili.

To nie jakaś głupia fama,
Do wieczora i od rana…
Codziennie biegiem do pracy!
Bez pracy nie masz kołaczy.

Na alei ważny byłem!
Szpaki i chłopców płoszyłem!
Aleja słodkich czereśni
Jeszcze często mi się przyśni.

A dlaczego ty pracujesz?
Dla roweru, dla rodziny…
Jestem ważny i potrzebny!
I dla chleba, więcej umieć!

A dlaczego ty pracujesz?
To pytanie znakomite!
Jakże odpowiedzieć trudno…
A dlaczego ty pracujesz?

To ja burak też ci powiem,
Twoja praca tu potrzebna!
Jestem duży, słodki, ważny,
Chcą mnie kupić i smakować.

Pracą mnie uszlachetniałeś!
Dałeś dobrze jeść, nieźle pić,
Słońca też mi dużo dałeś.
Dobrze jest tu z tobą żyć!

A początki były trudne,
Deszcze lały, ręce brudne.
To, co tobie przeszkadzało,
Dla mnie pewny wzrost dawało.

Dobrze jest, gdy przychodzicie,
W polu zaraz lepsze życie.
Pieśni, wiersze i legendy,
Jakie życie wiedzie święty?

Tyle marzysz o podróżach
Twa rodzina zwarta, duża.
Tak mnie często o coś pytasz
O mój rozwój pięknie też dbasz.

 

może zechcesz ?

Czy wędrować chcesz po świecie?
Jak te ptaki wznieść o świcie?
Poznać miasta, parki, skały,
Wieże gdzie królewny spały?

Zapach lasu i poziomek,
Baby jagi mały domek,
Jaskinie i szczytów góry?
Dokąd biegną srebrne chmury?

Pływać gdzie szerokie wody,
Stawać też z wiatrem w zawody.
Kto jest szybszy, lepszy, wolny?
Skocznym być jak konik polny.

Wolnym więc, chcesz być, jak człowiek ?
Ryzykować chcesz cokolwiek?
Decydować chcesz o sobie?
Bliskich wspomóc chcesz w chorobie?

Cały świat przed tobą stanie.
Poznasz świata odkrywanie.
Zgłębisz wielką moc nauki.
Będziesz tam, gdzie dzieci, wnuki.

Rację masz mój chłopcze drogi,
Ale od chodzenia bolą nogi.
Z góry szczytu pewnie spadnę…
Jak, obcego ja zagadnę?

Co ja będę pił na górze?
Ostre kolce mają róże!
Nie rozpoznam się w owocach.
Zimno będzie na lodowcach.

Od czytania oczy bolą ,
Po co mi kopalnie z solą?
Myślę, że myślenie boli
Nie chcę pieprzu, nie chcę soli!

Jak mam zło, dobro odróżniać?
Jak mam zło, dobro wybierać?
Jakie wartości rozwijać?
Jakie meandry omijać?

Świat jest przecież taki duży!
Jak mam ciągle być w podróży?
Mam ja ciągle ryzykować?
Wolę korzeń w ziemi schować.

Wiem, że tutaj słodko żyję!
Wciąż mnie karmią, wciąż tu piję,
Wiem, co tu na polu znaczę!
Tu zostanę! Mało tracę!

Człowiek na wolność skazany…
Wybiera – jest wybierany…
Przywileje – obowiązki…
Ryzyko i możliwości…

Tu w tym polu jest mój raj!
Tylko jeść i pić mi daj!
Nie chcę też mieć nic lepszego!
Tyś mnie stworzył, najsłodszego!

Jestem przecież doskonały!
Nie za duży, nie za mały!
Zielonym rosnę do góry!
Cukrem wypełniłem dziury!

Młody jestem…aż zielony
Wiecznie też zadowolony!
Głęboko zakorzeniony!
Mam to tracić? – być szalony?

buraków ogławianie, kopanie, postęp.

Czemu wszyscy tutaj przyszli?
Jaka praca was tu czeka?
Dzisiaj będzie ogławianie.
Każdy z was brzytwą dostanie.

Tak nie było w zeszłych latach.
Najpierw heger ziemię ruszał,
Przy każdym buraku stałeś,
Później za liście łapałeś.

Wtedy razem, z całej siły
Rwiesz rękami, mój ty miły!
Widły zaś nogami trzymasz,
Nade mną cały wyginasz.

Tak jak dziadek rzepkę chwyci,
Tylko rzepka bardzo mała,
Ponad ziemią prawie cała.
Korzeń też był tyci, tyci…

Gdy mnie wreszcie Ty wyciągniesz,
Do półkola mnie zaciągniesz.
Tam wszystkie buraki wlezą,
Wokół blisko siebie leżą.

Gdy już tylu sił nie będzie,
Rwanie już ci nie wychodzi…
W jednym kręgu z nami siądziesz,
I piosnka nieraz nadchodzi.

Wtedy nożem lub maczetą
Zamachniesz się na nas mocno.
Korzeń odetniesz od liści,
A liście na kupę ciśniesz.

Słodki korzeń, gruby, wielki
Szykuje się do kolejki.
Trafi tam nie w jednym skoku,
Tracąc brud na każdym kroku.

Na pryzmie opada piasek,
Wytrzęsie na wozie glina.
Na skupie dostaniesz pasek;
Ile ważysz…zimi ni ma?

Oj, buraku! Tak, to było.
A co było się skończyło.
Tata teraz wygrał sprawę,
Uprości z wami zabawę.

Póki jeszcze w ziemi rośniesz,
Ważny korzeń siedzi mocno.
Ścinać będziemy cię prosto
Wygodnym nożem na kiju.

Na główce zrośnięte liście
Zaraz w rzędy układamy.
Wozami stąd odjeżdżamy.
Zimą się w silosach kiście.

Wyorywacz ciągną konie,
Wiśta, hetta słychać w stronie.
Ręce wolne, grzbiet już prosty.
To jest wolność, tu jest postęp!

A kolejkę ja widziałem,
Byłem blisko, dotykałem,
Wielkie koło – jak się rusza,
Sapie, gwiżdże, parę puszcza.

Całkiem z przodu jest parowóz.
Z węgla, wody robi parę!
Wagony ciągnie jak powróz.
Ten ma siłę, ten ma parę!

Maszynista wąsa kręci.
Tu postuka, tam przykręci.
Jak urosnę, będę duży,
Będę z burakiem w podróży.

Władek! Zważaj, ustąp drogi.
Hetta kary! Wiśta, gniady!
Wschodni zimny deszcz zacina,
Spiesz się Władku, prawie zima…

Nęci zapach od ogniska,
Dymią bliskie kartofliska.
Ziemniaczki gorące biorę,
Burak na późniejszą porę.

Refleksje

Pamiętasz duży buraku
Jak wołały dzieci z krzaków?
Jak bocian przyleci,
Możecie wyjść dzieci!

Lato, jesień, zima;
Niech was w gnieździe bocian trzyma.
I niech wiosnę rozpoczyna.
Tak się tu bajka zaczyna.

Dzisiaj muszę cię przeprosić.
Bocian dzieci nie przynosi.
Byłem mały, nie masz złości?
Dzieci biorą się z miłości!

Dzieci – są ziemi ozdobą!
Chcą kochane być! Być z Tobą!
Do zabawy cię przywołać,
Czuły uśmiech Twój wywołać.

Dzieci są radością nieba.
Wszystko dla nich zrobić trzeba…
Nie dorosłe są, niewinne…
Miłe, śliczne, tak dziecinne.

Na najlepszym tym ze światów,
Dzieci wiele jest, jak kwiatów…
Czy szczęśliwe mają życie?
Żyją w prawdzie, bajce, micie?

Pokój, przychodzącemu na świat!

A pamiętasz mój buraku,
Jak się twe zaczęło życie?
Nie chciałeś spać po rzepaku!
Zgodziłeś się być po życie.

Gdzie pszenica pięknie stała,
Wsiewkę owca wyskubała.
Szybka podorywka z broną
Służy tobie, także wronom.

Masę wozów obornika
Wstrętnie pachnie – trudno znika,
Rozrzucanie, brzydka sprawa,
To nie salon, nie zabawa.

Gdy słoneczko pięknie świeci,
Deszczyk popada wieczorkiem,
Znajdą miłe chwile dzieci,
Zielsko wnet jak siane workiem!

Bronowanie chwasty niszczy.
Nowy dzień, znów brona piszczy!
Jeszcze azot, potas, bor i sód,
Siarka, magnez, pracy w bród!

I jeszcze orka odwrotka,
Ziębla i orka głęboka.
Zimą mroźną, czy łagodną
Płatków śniegu pola łakną.

„Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!
Hu! hu! ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej biała, długa,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa,
Nasza zima zła!”
(M. Konopnicka)

Idzie wiosna bosonoga,
Nie za szybko kroki drobiąc,
Podbiał kwitnie tuż przy drodze.
Strach zwichnięty na swej nodze.

Skowronkami pola dzwonią
Wiosną błyszczą dookoła.
Pod buraki ścielić warto
Miękki kocyk, sofę twardą.

Lejkami siewnik rozsiewa
Kłębki jak nasiona z nieba.
Rzędy równe w dal prowadzą,
O horyzont wnet zawadzą.

Jak tata koniem kieruje,
Jak dokładnie rządki znaczy.
Później łatwo się pracuje
W porządku…pewniej…inaczej…

Zielone siewki strzelają,
Wiosny przyjście ogłaszają.
Zielsko ściga się z burakiem,
Słońca… jeść…pić… szept pod krzakiem.

Dzieci biegną do hakania,
Do pielenia, przerywania…
Tata z jednym koniem rusza,
Nowym ostrzem ziemię wzrusza.

Bitwa z czasem, deszczem, słotą,
Bywa konno i piechotą.
Suszą, pleśnią i skorupą,
Wszyscy razem! Wszyscy kupą!

Władku, gdzie ty znowu błądzisz?
Czy Ty śpiewasz? Czy Ty sądzisz?
„Ukochany Kraj, Umiłowany Kraj!
Ukochane i miasta i wioski…”
(K.I. Gałczyński)

zbuntowany
pośpiech buraczany

Nasz rozległy ród buraczy,
W gospodarce wiele znaczy!
Najcenniejsi z okopowych
Bijemy florę na głowę!

Powiedz jeszcze mój buraku,
Kto się tu nad wami pyszni?
Wyrasta w górę, jak głupi!
Tego chyba nikt nie kupi?

E, to pośpiech, szkoda słowa,
Cienki korzeń, pusta głowa.
Wysoki rośnie jak brzoza,
Zarośnięty, jak ta koza.

Widzę wszystko! Widzę z góry!
Wszystkim znajdę błędy! Dziury!
Wszystko wiem – bo wszystko widzę!
Oszczerstwami się nie brzydzę.

Myślę, że myślenie boli…
Nienawidzę pieprzu, soli!
Wyżej rosnę jak te osty!
Ludzi znam – a świat jest prosty!

Staś ma bliznę, Albin rudy,
Władek długi, Wiesiu chudy.
Wanda ciemna, duże oczy.
Elka mały ma warkoczyk.

Jasiu czarne gładkie włosy.
Janka z Marią piękne głosy.
Stasia w biegu opowiada.
Hania w pracy nic nie gada.

Świat zrobiony jest z obrazków.
Nie potrzeba życia blasku!
Życie całe znam i widzę,
Wiedzy mej się nie powstydzę!

Wiem – co widzę! Co wiem – powiem!
Mej się prawdy każdy dowie!
Mądrość moja ze mną wzrasta!
Nie będziesz mi książką szastał!

Nic nie trzeba nic powtarzać!
Myśleć, liczyć, wyobrażać…
Lepiej jest żyć obrazkami!
Szkołę dobrą macie z nami.

Miej ty litość nad biedakiem!
To skutek chorób i grzybów,
Może też ściął go przymrozek.
Maluch…ojcem…i wcześniakiem…

Taki pośpiech, to coś złego.
Tylko szkodzi – nic dobrego.
Jest wewnętrznie uszkodzony.
Nie może być zostawiony!

Ojcem może być dojrzały,
Okaz piękny, doskonały!
W pierwszym roku zbiera siły,
W drugim roku plon da miły!

Burak chowu najlepszego,
Jak u nas roku zeszłego!
Tylko najlepsi rolnicy,
Piękny plon dla okolicy!

buraczany pola kraj
słodka władza, słodki raj!

Już buraki ogłowione!
Czyją tutaj zająć stronę?
Jest nas wielu, armia cała…
Władza by się jakaś zdała!

Buraczysko wielkie puste,
Tu zrobimy szmal, kapustę!
Stanowimy państwo prawa!
To szmalcowa jest zabawa!

Żaden burak nie podskoczy!
Ścięta głowa, ślepe oczy.
Każdy siedzi mocno w glebie,
Piękne życie mam dla siebie!

Korzeń wielki wypasiony
W wielką sieć wyposażony!
W ciemnych ziemi zakamarkach
Mocno ciągnie miarka w miarkę!

Walka jest tu bez pardonu!
Wiem, kto ważny jest w tym domu!
Więcej zjesz, więcej wypijesz?
Tyjesz…słodzisz…pijesz…tyjesz…

Cukru tyle nachapane,
Znać lata wykorzystane!
Zimy też się nie zlękniemy,
Mocno się tu okopiemy!

Ziemia nasza, niebo nasze!
Nikt nie będzie pluł nam w kaszę!
Wszystko nasze jest wokoło!
Naszych jest chochołów koło.

Niech się któryś tu wychyli!
Stłamsić, zniszczyć w jednej chwili!
Ty chcesz nasze? Dowalimy!
Szukasz prawa? Obalimy!

Wszystko wszystkim osłodzimy!
Krytyki się nie boimy!
Tak, powiedzmy sobie szczerze…
Kto słodkiego nie wybierze?

Słodko wszystkim zamieszamy…
Słodko też opowiadamy…
Jak z bajki okazja taka
Każdy z nas burak z buraka.

W naszym polu – myśleć wolno,
To jest myśleć – bardzo wolno,
Wolno myśleć – wolno robić,
Wolno nic nie robić – wolno!

Mamy do spełnienia misję!
Raju szczęście wszystkim błysło!
Niech buraki wszystko mają!
Zły ten świat niech naprawiają!

Zawładniemy całym rajem!
Tych wpuścimy, z kim tu grajem…
O reszcie nie zapomnimy!
Piekło, czyściec zapewnimy!

Ziemski raj musi być równy!
Równe myśli, słowa, czyny…
Wielka jedność, piękna, lepsza…
W tej idei zwyciężymy!

Śmiech i radość – likwidujmy!
Powagę wielką – przyjmujmy!
Życie – trzeba już polepszyć!
Nie zezwalam – solić…pieprzyć!

Buraczany raj jest słodki!
Lepsze niż czosnek, wysłodki!
Tutaj pieprzu nie uświadczysz,
Tylko słodki czar zobaczysz!

Cebula za mało słodka,
Niech ją ciężka kara spotka!
Kwaśny szczaw i gorzki piołun,
Niech je jasny spali piorun!

Jabłka wypalimy w sadzie!
Niech nie stoją na zawadzie!
Już od raju przecież winne
Kwas jabłkowy i smak winny.

Spalmy paprykę i czili!
Bądźmy dla pospólstwa mili.
Książki i wiersze nie słodkie,
Spalcie je gdzieś za wychodkiem!

Wyrzuć kotlety, kiełbasy!
Idą cudne, słodkie czasy!
Ludziom najbardziej się przyda
Budyń, kisiel, mamałyga.

Nie pozwólmy żyć w goryczy!
Dzieciom, dziadkom, wnukom!
Naród nie zna się na niczym!
Sztuka i poezja kiczem!

Bez nas świat będzie bez smaku!
Świat jest głupi, bez…buraków!
Gdy zatopi świat się w trzcinie
Bez buraków świat zaginie!

Historie nas bracia uczą
Że trzcinę po świecie włóczą.
Napoleon Cesarz Wielki
Dał burakom honor wszelki!

Pamiętasz? Burak, Al-Burak?
Piękny obraz, święty rumak.
Mahomet swą Błyskawicą
Udał się w podróż do nieba!

Z Mekki do Jerozolimy,
Aby archanioła spotkać.
Bez Buraka nie zdążymy!
Misji swej nie wypełnimy!

Burak znakomicie służy
Abrahamowi w podróży.
To rodzina, czy ktoś bliski?
Nasza nazwa, temat śliski…

Tylko ja mam sen proroczy!
Widzisz więcej: wiązać oczy!
Ucinajmy nosy, uszy!
Lepiej żyć w moralnej niszy!

„Cukier krzepi”, cukier słodzi!
Burak nigdy nie zawodzi!
Wpiszmy – Burak na sztandary!
Ma go wielbić młody, stary!

Raj rozleje się na ziemię!
Szczęśliwe żyjące plemię!
Prawdy historii zmieniane!
Znaj, kto mądrym! Wielkim Panem!

Pośpiech rokosz hardo wiedzie…
Z drogi wszystkie flądry, śledzie!
Uciekajcie wszyscy w krzaki,
Najważniejsze są buraki!

Gdy rządzimy, wszystkim maj!
Buraczany będzie raj!
Jedną siłą, jedną duszą!
Inne światy nas nie kuszą!

Zwarci, piękni, sama słodycz!
Kto nie z nami…łatwa zdobycz!
Z góry na złych pośpiech zerknie…
Spadną wam głowy mizerne!

W tym amoku…chwale…szale…
Znika (ginie) pośpiech w prac nawale…
Traci liście! Traci głowę,
Ziemię, być…mieć…chcieć…dać…brać…

Stasiu, dziś konie poprowadź.
Wszystkie trza buraki wybrać.
Okrutnie jestem zmęczony
Nocą Elżunią budzony…

Plon, niesiemy…plon…

Plon, niesiemy plon
W gospodarza dom!
Otwieraj szeroko wrota
Niesiem ci wieniec ze złota…
Plon, niesiemy plon!

Załatwione już wagony.
Jutro będzie podstawiony.
Czas planowy przekroczymy,
Osiowe słono płacimy!

Wszystkie siły, wszystkie konie,
Wszystkie wozy ustrojone!
Sąsiedzi nam też pomogą!
Nie możemy płacić drogo!

Hania, Wandzia, mały Wiesio,
Janka, Marysia i Stasio
Jeszcze ciemno, ledwie dnieje,
Praca wre…Elka się śmieje.

Błyskają pierwsze promyki,
Mama niesie podpłomyki.
Pachnąc z kosza wyglądają,
Brygady się zajadają.

Odjazd… nowe wozy… odjazd…
I do stacji szybki przejazd…
Widły, gable, nogi, ręce…
Zbieraj szybko, ładuj więcej!

Czas napięty, wyznaczony,
Że deszcz pada…wóz już czeka!
Każdy z nas mocno zmęczony!
Jedź na stację…nie narzekaj!

Burak poprawi,
Burak potrafi!

Pięknie buraki plonują,
Poprawę życia zwiastują.
Za korzenie wielką pracę
Solidnie chyba zapłacą!

Ależ owszem, czemu nie?
Każdy z nas zarobić chce.
Więc za waszą ciężką prace,
Dobrze też w cukrowni płacą.

Dyrektorów nie jest dużo,
Oni wam najlepiej służą!
Kierownicy, robotnicy
To są wasi najemnicy.

Muszą dostać swoją płacę,
Bo kochają swoją pracę.
Polska ma za dużo cukru!
Eksport, też nie daje lukru.

Zróbmy pasztet, pół na pół
Jeden zając- jeden wół.
Damy tobie tak jak w darze
Cukier w workach, po cetnarze.

Panie Janie, nic nie tracisz!
Fabryka cukrem zapłaci!
Co ja pocznę z cukru górą ?
W firmie świeży sunie rurą.

Jedną trzecią zapłacimy,
Resztę cukrem dosłodzimy.
Twego będzie ze dwie tony,
Jedź wozami pod wagony…

Późny styczeń! Już po świętach,
Pieniądz o nas nie pamięta.
Ołówek i torba z linką,
Nie czekały pod choinką.

Buty sprawić, podzelować…
Ziarno, nawóz trza kupować…
Konia podkuć, dzieciom kupić,
Podatkami chcą nas złupić!

Chcesz za wiele, panie Janie!
Każdy, kiedyś coś dostanie!
Do kołchozu się zapiszesz,
Chlubną kartę wsi dopiszesz!

Ty opierasz się za długo!
Już spółdzielnię mamy drugą!
Że przepite, przepuszczone,
Każdy ciągnie w swoją stronę…

Chcesz ty być dla siebie panem!
No to żegnaj się na amen!
Że dzieciom ważna nauka?
Dobrze wypić – to jest sztuka!

Nie przeklinasz, nie tabaczysz?
W naszej sitwie nic nie znaczysz!
Ludu piękna agitacja
Orgia…knajpa…profanacja…

Kto nie kurzy i nie pije,
Z nami dobrze nie pożyje!
Gmina pokaże, co znaczy!
Podatki wielkie wyznaczy!

Nasze prawo – sprawiedliwość!
Chłopie, ty nas lepiej nie złość!
Kułakami się zajmiemy!
Opuszczonym pokażemy!

Rozum biednym szybko wróci!
Władza pieśń triumfu nuci,
Kto nie z nami – ten jest przeciw!
Potulice – są naprzeciw!

Kto nie klęczy dziś przed władzą
Tego do aresztu wsadzą!
Nie umiesz, to nauczymy!
Nieposłusznych, przymusimy!

Nam religią – nasza władza
Niechaj nikt nam nie przeszkadza!
Nasze dobre, słuszne, prawe!
Skończymy z wami zabawę!

Dla buraków czas wesela!
Kłamstwem zniszczyć przyjaciela!
Klina klinem wybijamy!
Świat dla siebie cały mamy!

Panie święty, Panie wieczny!
Czy to sąd już ostateczny?
Czas hołoty, duszą dranie.
Łobuz, oszust ma uznanie…

Urząd rozwija korupcję!
Motłoch – kupi abolicję!
Partia wróży rewolucję!
Przeżył burak ewolucję.

„Kto ty jesteś? Polak mały…
Jaki znak twój? Orzeł biały…”
Więc idziemy w zórz świtanie…
Tam, gdzie Polski (Prawda) zmartwychwstanie…

Nie jest nic na zawsze dane,
Zdobyte i zdobywane
Czasu swego nie przeskoczysz,
Ludzie wreszcie przetrą oczy.

Zmiany będą – wybawieniem
Otrzeźwieniem przerażeniem!
Po burzach, zimie już wiosną
Nowe buraki wyrosną!

Świat bogactwem roślin, ludzi
Słodki cukier wielu łudzi
Nieszczęścia w pary dobiera
Ryzyko – mądrze wybieraj!

Epilog

Jakie dziś nauki płyną?
Czego chcesz, chłopcze, dziewczyno?
Czy buraka, czas zestawić?
Tracić, zyskać, ślad zostawić?

Odpowiedzi masz gotowe?
Komu dziś popiół na głowę?
Pytań mamy czas: Mieć? Czy Być?
Jeść…pić…słodko żyć…jeść…pić? pić?

Bydgoszcz, 05 sierpnia do 07 września 2007r. Władysław Horabik.
(Ze zbioru Sielskie klimaty-echo dziecięcych dni)

 « powrót 
Copyright © 2017-2018 www.horabik.pl

HORABIK ubezpieczenia - Mecenas Kultury i Sportu

O nas  |  Ubezpieczenia  |  Wiersze  |  Sport  |  Wydarzenia  |  Kontakt
projekt strony strony internetowe bydgoszcz